Sofiya Pomogaibo

ur. 1994, Kijów

CHRYSANTHEMUM. 08.11.2025
Papier, flamaster

Z CYKLU „KYIV”. 2019–2020
Papier, akryl

Artystka tworząca głównie w dziedzinie malarstwa i grafiki. W swojej praktyce reinterpretuje fragmentaryczną historię ukraińskiej sztuki poprzez dialog z awangardowymi kierunkami, zwłaszcza z kubizmem. Od 2022 roku służy w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

Nadal skupiam się na martwych naturach, trochę też na pejzażach, szczególnie o świcie. Dziś myślałam o niezwykłym pejzażu Winifred Knights, o Felixie Vallottonie, o starym Hockneyu – o tych jaskrawych polach, drogach, zadrzewieniach.
Winifred Knights uciekła z Londynu na wieś z powodu bombardowań, bardzo ucierpiały jej nerwy. Na wsi szkicowała, głównie robotników.

Wczoraj wspominałam Bohomazowa, zapomniałam tytuł – robotnicy z drewnem, o zachodzie słońca, akurat właśnie ciągnęli bale na blindaż. Nie nadążam z rysowaniem. Może na razie i nie trzeba, bo wszystko już zostało namalowane przede mną, obrazy wynurzają się z pamięci. To, co się dzieje, już było – nie raz.
I wreszcie zrozumiałam, że surrealizm był jedną z reakcji na wojnę. Sny. Najczęściej pamiętasz sny na chwilę przed uderzeniami rakiet. Czasem śni się morskie wybrzeże, często – wojna. Przedwczoraj po raz pierwszy od bardzo długiego czasu przyśniło mi się dzieciństwo i cała moja rodzina, i Kijów, i obudził mnie wybuch.

Dziś znowu mówiliśmy o niemożliwości, o niewiarygodności… O kontraście: spokojnie – spokojnie przed świtem, lekka mgła, ptaki odpowiadają sobie śpiewem, szelest skrzydeł – przelatuje bażant, pszczołojad w zupełnie szalonych tropikalnych barwach. I nagle – ostrzał nieopodal. Wszystko, o czym myślałaś, o czym marzyłaś, znika. Słyszysz dźwięk i przypominasz sobie, że tu, obok, wokół – zniszczenie i śmierć. Nie sposób tego pojąć, przyjąć jako jedną rzeczywistość. Raczej jak sny. Jedna noc – różne sny. Jedno życie – wiele przeplatających się rzeczywistości. (8.07.2022)

Dla mnie sztuka zaczęła się od dziecięcego zainteresowania naukami przyrodniczymi, z chęci dokumentowania – rośliny, zwierzęcia. Ponieważ żyję zmysłami, z czasem to przerodziło się w potrzebę dokumentowania wrażeń – obrazów złożonych z tego, co widziane, słyszane, przeżyte, przemyślane. Wszystko, co robię, dotyczy wrażeń; utrwalonych w pamięci doświadczeń, które przeszły etapy emocjonalnych reakcji i analizy. Teraz to szkice ze zdjęć i komentarzy. Świat, który rodzi się w chwili gdy rozglądamy się wokół, na minutę, na sekundę. W nagłych przeprowadzkach w brutalną niepewność. Mój dzisiejszy świat rodzi się z wyrywkowego spojrzenia, z drżenia w głosach, z sarkastycznych żartów, śmiechu, bólu mięśni, z nerwowego napięcia, z lodowatego metalu.

Zmieniam się, choć nieznacznie. Nadal wyłapuję fragmenty, kolory, światło, detale, głosy, spojrzenia, charaktery, myśli. Nadal staram się je wyłapywać, mam nadzieję, że nie zapomnę ich utrwalić. Nadal się nie duszę, nadal chcę czuć. Choć w rzeczywistości wszystko jest znacznie poważniejsze niż wcześniej. To podróż w kosmos. (26.01.2023)

Miałam chwilę wolnego i postanowiłam coś narysować, rysowałam o zmierzchu. Lubiłam być wtedy na zewnątrz, chciałam, by zmierzch trwał dłużej – nigdy nie czuję się tak, jak wtedy, niemal wchodząc w trans. Potem zawsze wali w oczy słońce, zwiastując ból głowy po dziennym śnie, albo przychodzi inny, zrozumiały, nocny stan.

Od 2023 roku pragnienie, by zmierzch trwał dłużej, stało się odruchem. Nie było już psychodelicznych stanów – raczej praktyczne podejście do paru minut w ciągu dnia.

Kiedy wrzuciłam rysunek do sieci, nie chodziło tylko o pokazanie go. Chciałam przekazać: nie maluję, ale to łatwo można naprawić. Powtarzam to sobie czasem. Przestałam tworzyć sztukę świadomie i zacznę świadomie. Kiedy zacznę, te kilka lat przerwy nie będzie się liczyć. (9.11.2025) Sofiia Pomogaybo, #notes